Biebrza w listopadzie

(Rozdziobią nas kawki i gawrony)

   Długi listopadowy weekend, był niezłą okazją aby jeszcze raz w tym roku pobiegać za szczupakiem. I nie żałuję, dwa dni spędzone nad rzeką, dały mi tradycyjnie wiele niezapomnianych wrażeń i to zarówno tych dobrych jak i złych. Pogoda, jak wiadomo - listopadowa, trudno liczyć na jakiekolwiek przyjemne doznania. "Jadalnie" się robi wtedy, jak wiatr przestaje wyrywać włosy z głowy, a ręce wyschną i nie pokrywa ich lodowa skorupa. No, ale jest to czas uzupełniania przez ryby zapasów na zimę i dlatego jesień uchodzi za najlepszy okres połowu drapieżników. Tradycyjnie już obiecywałem sobie odwiedzenie starorzeczy i najlepszych stanowisk we właściwym korycie. Niestety, pora łowienia jest już krótka i dwa dni to stanowczo za mało na zrealizowanie ambitnych planów.
      Cel to oczywiście szczupaki. Nie będę ukrywał, że w drugi dzień - piątek, szczególnie Pan pobłogosławił. Komplet trzech sztuk, nie olbrzymów, ale takich około kilogramowych zębaczy. Pierwszy dzień natomiast, to podwójne skąpanie w woderach. Bobry ( kontrowersyjne zwierzęta - ale wolę Biebrzę z nimi) pokopały dziury tam, gdzie jeszcze trzy tygodnie temu ich nie było. Szczęście, że do rana moje mokre wdzianko wyschło.
      Generalnie na bagnach taka bryndza, że gdybym miał odpowiedni talent, to chyba przeszedłbym na pisanie poezji, aby właściwie oddać smutek, jaki towarzyszy jesiennym spacerom w pobliżu rzeki. Krowy, które o tej porze roku nie muszą pilnować swojego pastwiska, tylko w jednej komunie gryzą trawę za rzeką, często już o 12-tej w południe rozpoczynają swoją samotną powrotną wędrówkę ku zagrodom. Na niebie nic nie fruwa, nie licząc oczywiście "czarnych", które również tu mają się coraz lepiej. Na szczęście jeszcze nie tak dobrze jak w miastach, gdzie tysiące kawek i gawronów trzebią wszystko inne, a kolorowego ptaka już trudno spotkać. Co tam kolorowego: wróbla trudno spotkać!!! Rozdziobią nas kawki i gawrony..., które mnożą się jak szczury. Pożytek z nich chyba zresztą taki sam: i to, i to szkodniki. Niestety są też tacy, którzy jeszcze dokarmiają te biedne, zimujące zwierzątka!!! Ot, świadomość ekologiczna w narodzie rośnie. Kochamy przyrodę. Smutek, smutek i jesień. Zieleń zeszła do podziemia, zapanowało szare i strasznie ołowiane zielsko...
      Ups zapomniałem, jest jeden ciekawy pozytyw. Pierwszy dzień i bach, siedzi rybka, na kopytko koło mostu. Ludzie, pstrąg potokowy, podobno samica (Dawid, dzięki za góralską kwalifikację, ja już myślałem, że to troć).
Ale to nic, jeden gość, który był świadkiem mówi do mnie:
- Panie, pokaż pan jeszcze raz, może to jaki sandacz!
Tak więc stałem się w Dolistowie przyczyną niemałej sensacji. Nie słyszałem nigdy, by ktoś tu pyknął pstrąga potokowego (ba jakiegokolwiek!!!). Jak to Dawid napisałeś na GG - Łowca Salmonidów? Może być.

        Z wyrazami szacunku Łowca Salmonidów ( tralalalalala.....)
      P.S. Żeby nie było tylko jesienno-płaczliwie, dokładam kilka słonecznych fotek. Agata -niedługo wiosna. Nosy do góry.